opis stroju ludowego krakowskiego

Podobne

 

Jak odnaleźć nagle radość i nadzieję?

Temat: Śląska nie oddamy
Zadekretowana kultura ludowa - Kaszuby
>Kompozytor piosenki "Zachodzi słoneczko za las kalinowy" sprzedał swoje dzieło
zarówno Grażyńskiemu, jak i władzom ówczesnego województwa pomorskiego. Dzięki
temu do dziś nie rozstrzygnięto sporu, czy jest to "ludowa piosenka śląska",
czy może równie "prastara pieśń kaszubska".

Wspomniana wyżej piosenka znana jest na Kaszubach jako "RĂŤbĂ´cĂŤ, rĂŤbĂ´cĂŤ, cĂŤż wa
tu robita". Mamy ciekawy przyczynek do historii tworzenia "zadekretowanej"
kultury ludowej. Dziś mało kto wie (czasem nie chce wiedzieć), że i na
Kaszubach wiele atrybutów tej społeczności zostało wprowadzonych odgórnie.

Najbardziej widocznym przykładem jest strój ludowy - dziś znamy Kaszubów
ubranych w długie modre kubraki, kapelusze ze wstążką i białe spodnie. Taki
strój nie występuje w żadnym historycznym opisie; jeszcze w międzywojennej
Encyklopedii Gutenberga na kolorowej planszy widzimy Kaszuba w szarogranatowym
sukiennym "wãpsu" (płaszczu)i futrzanej "mucy" na głowie, opis stroju kobiecego
też odbiega od tego co dziś widzimy na scenach folklorystycznych.

Również hymn otrzymali Kaszubi jedynie słuszny - marsza "Tam gdze Wisła od
Krakowa" sławiącego łączność Kaszub z Polską i wrogość tychże wobec Niemiec
("Król KazmiĂŠrz gnĂ´ł KrzĂŤżĂ´ka... pod Chòjnice... bĂŤ gò zgnietłe... kaszĂŤbsczĂŠ
kłonice"). Hymnodawcy przemilczeli kontekst literacki Marsza - mianowicie
dzięki niemu sentymentalny a głupawy szlachcic Czorliński kupuje od Żyda
starego, słabego konia, któremu melodia marsza przypomina dawną służbę i na
chwilę dodaje sił. Melodia owego hymnu została wzięta z kapelusza - zamiast
opisanego w oryginale Mazurka Dąbrowskiego (naprawdę!) dano melodię
skomponowaną specjalnie przez F. Nowowiejskiego.

Najlepszym smaczkiem są "Nuty Kaszubskie", przedstawiane w patriotycznym sosie
jako metoda przekazywania z pokolenia na pokolenie rodzimej kaszubskiej mowy
wbrew naciskom niemieckiego zaborcy. Tymczasem owe nuty są niemiecką zabawą
weselną o niezupełnie przyzwoitej wymowie ("das geht hin und das geht her...
das ist kurz und lang ist das... das sind Tuerme und seine Spitze, das ist eine
Jungfernritze... wenn das Dingschen grosser war"), która w latach 70. XIX w.
została przyniesiona na Kaszuby przez robotników sezonowych pracujących na
Żuławach Wiślanych.

Odgrzebywanie prawdy o tworzeniu naszej państwowo-patriotycznej tożsamości może
być pouczającym zajęciem, niestety łatwo wówczas stać się celem ataków
prowadzonych z najgrubszych armat. Całe szczęście, że Kaszuby nie są regionem
tak drażliwym jak opisany w artykule Śląsk.
Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,521,15875848,15875848,Slaska_nie_oddamy.html



Temat: kto zamordowal Keofila Kupke?
JEŚLI NIE POTRAFISZ LOGICZNIE PODWAŻYĆ TYCH PIELGRZYMEK, TO SIĘ NIE
KOMPROMITUJ - TO WŁAŚNIE W CZASACH ROZBIORÓW BYŁY OWE DEKLARACJE, O KTÓRYCH SAM
NAPISAŁEŚ. Jeśli chodzi o stroje ludowe, to sobie poczytaj trochę historycznych
opracowań, a nie folklorysycznych. Bo wówczas nie pisało się o rozbarskim itp.
tylko o podobnym do... krakowskiego.
POMNIKIEM TEJ RABUNKOWEJ GOSPODARKI JEST "KOPALNIA GOREJĄCA W POBLIŻU
SIEMIANOWIC. NIBY STARY CMENTARZ LEŻY TU PRZESTRZEŃ, PODNOSZĄ SIĘ TU LICZNE
MOGIŁY. W NIEKTÓRYCH MIEJSCACH WYBUCHAJĄ DYMY I PŁOMIENIE JAKO ŚWIADKI
WEWNĘTRZNEGO DZIAŁANIA ŻYWIOŁU. Z OSTROŻNOŚCIĄ MOŻNA NA POWIERZCHNI TYLKO
POSTĘPOWAĆ, DOKĄD SIĘ JESZCZE PODZIEMNY OGIEŃ NIE DOSTAŁ. JAK NIEOBLICZALNE
BOGACTWO TO IDZIE NA ZNISZCZENIE. (...) KOPALNIA WCIĄŻ PALI SIĘ, A SĄ MIEJSCA,
GDZIE JUŻ PLOMIENIOM NIC DO STRAWIENIA NIE POZOSTAJE". Opis J. Lompy z 1855 r.
dotyczy pożaru kopalni "Fanny" w Michałkowicach, który wówczas trwał już od
1823 r. Był to jeden z największych w dziejach górnistwa pożarów. O innych
przypadkach pisałem na łamach opinii do internetowego "Niezbędnika Śląskiego".
Gospodarkę filarową wymyślił i zastosował z katastrofalnym skutkiem w na pocz.2
poł. XIX w. dyrektor kopalni "Król", Volkmar Meitzen. A w Zagłębiu Ruhry owi
kulturtegerzy starali się jeszcze zachować jakieś standardy przyzwoitości. Na
Śląsku nie dbali już nawet o to. Inna rzecz, że wyzysk stosowali i tam i tu.
Co do porównań - to Jahresberichte Fabriken Inspektoren wyraźnie pokazują,
gdzie było niemieckie cywilizacyjne dno : na Śląsku. Europa Zachodnia dopiero
na początku XX w. - idąc w ślady militaryzmu pruskiego - osiągnęła porównywalne
dno, jeśli chodzi o skalę wypadkowości i zagrożeń w miejscu pracy, jakie
kulturtregerzy spowodowali na Górnym Śląsku. Proponuje poczytać analizy
Caspari'ego na podstawie Jajresberichte...
Tak jest. Celem gospodarowania jest podnoszenie poziomu życia (Jan Paweł
II, "Laborem exercens"). Zniszczenia rzeki Rawy nie udało się cofnąć do dziś, a
doprowadzono do tego właśnie wówczas.
Osiedla nie były tak liczne, żeby się garnąć tłumnie. Były dla wybranych -
tych, którzy poszli na układ. Po drugie - w porównaniu z mieszkaniami
podstandardowymi, których przedsiębiorcy budowali większość - były awansem dla
nielicznych. Niestety, na drugim końcu pozostawała cała masa tych, którym
pozostawały wielodziesięcioosobowe noclegownie,a nawet noclegi na płonących
hałdach, z których co jaiś czas dochodził "smakowity" - według Klausmanna -
zapach usmażonego, bezdomnego robotnika. I to nie był efekt masochizmu, tylko
wydziedziczenia z ziemi, bądź to przez bestialski, pruski system
uwłaszczenia=wywłaszczenia chłopów, bądź w wyniku degradacji śrosowiska
naturalnego w okolicy kopalń, hut i cynkowni.
Ja tu podręczników z podstawowej historii Śląska przepisywać nie będę.
Proponuję lektury samodzielne. A co do rządów Habsburgów - może nie były
szczytem uprzemysłowienia, ale podtrzymały pierwociny górnictwa i hutnictwa,
nie wspominając o tolerancji dla rodzimego języka, religii i kultury.
Takie pomyłki może i Ci się zdarzają, skoro czytasz tylko jedną stronę
historii, ale w tym wypadku mi tego nie zarzucaj, tylko sam się podciągnij o
skutkach wojny siedmioletniej.
Dziękuję za uznanie mistrzowstwa. Nie spodziewałem się tego po Tobie. Co do
jednostronności jednak, to nawet nie próbowałem Ci dorównać. Dobranoc.
Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,639,42281579,42281579,kto_zamordowal_Keofila_Kupke_.html


Temat: obyczaje góralskie
współczesna vs historyczna góralszczyzna
Powyżej wspomniano historyczną podwalinę, na której zbudowano współczesną
kulturę góralską. Uważam, że związek jest tak mikry, że wręcz żaden.
Powiedziałbym nawet że teza, iż współczesna góralszczyzna wyrosła na pohybel
wbrew góralszczyźnie historycznej jest co najmniej równie uprawnione jak
twierdzenie, że ta pierwsza jest kontynuacją tej drugiej.

Budownictwo? Wszyscy znamy te domki, znaczące pejzaż od Krakowa do Chochołowa.
Cztery, a czasem i pięć kondygnacji, tynkowane na wełnę pustaki, spadzisty
dach. Co to ma wspólnego z parterowymi, drewnianymi góralskimi chałupami, jakie
można zobaczyć przy Kościeliskiej? Chyba tylko spadzisty dach i to, że
mieszkają w nich górale. Kiedy pierwszy góral, oczywiście po gruntownym praniu
mózgu ze strony miastowych, zaczął ponad 100 lat temu stawiać piętro dla
letników, zbiegły się chłopy ze wszystkich okolicznych wsi zobaczyć to dziwo.
Stali, pukali się w czoło i mówili – patrzcie, zwariował, stawia jedną chałupę
na drugiej....

Strój? Fałszywy od kierpców do kapelusza. Jak każdy polski chłop od Łatgalii po
Spisz, podhalański góral marzył o solidnych, skórzanych, wysokich butach z
cholewą; kierpce służyły mu do roboty, a spaliłby się ze wstydu, gdyby miał w
nich wystąpić „oficjalnie”, np. pójść do kościoła albo do urzędu. Kapelusz? A
skąd wziąłby do niego te wspaniałe pawie pióra, którymi zdobią się dzisiaj?
Oryginalny góralski kapelusz przypominał raczej te, jakimi we współczesnych
książeczkach dla dzieci ozdabia się głowy Janka Muzykanta czy innych wiejskich
gamoni – filcowy, bezkształtny, zniszczony przez wiatr i deszcz, z obwisłym
rondem.

Muzyka? Wszystkie te dzisiejsze skoczne nutki wymyślili panowie Szymanowski i
spółka, a instrumenty to wynik lat pracy kółek muzycznych, instytucji
kulturalnych i konkursów ludowych. Jak wspomniają współcześni, muzyka Sabały
była trudna do wytrzymania – będący często pod gazem dziad rzępolący na
prymitywnym, a do tego rozstrojonym instrumencie, z trudem trzymający się rytmu
i melodii, przypominał bardziej cygańskie dzieci, jakie dziś spotykamy z
akordeonem w przejściach podziemnych wielkich miast. Żaden szanujący się góral
nie zaprosiłby Sabały, żeby grał na weselu jego córki. Kto więc tam grał? Na
ogół wędrowni wiejscy grajkowie, zresztą często-gęsto Żydzi. A co grali?
Nie „Hej bystra woda” ani „Góralu czy ci nie żal”, tylko kawałki uważane przez
górali za kulturę wysoką – różne walczyki i poleczki modne wówczas w Austro-
Węgrzech, przy czym nie dałbym głowy, czy najpopularniejszą melodią nie
był „Nad pięknym modrym Dunajem”.

Taniec? Z końca XIX wieku mamy opis tańca zbójnickiego jako czegoś w rodzaju
tańca świętego Wita, dzikich i nieskoordynowanych pląsów, budzących w widzach
grozę i przerażenie podejrzeniem, że miotający się górale oszaleli.
Ekstatyczny, spontaniczny, indywidualny charakter tych pląsów jest
zaprzeczeniem skodyfikowanych, wielekroć przetrenowanych i doskonale
powtarzalnych figur, wymyślonych w różnych kółkach i klubach a wykonywanych jak
pod sznurek równocześnie przez rzędy świetnie wyszkolonych tancerzy, unoszących
się, krzyżujących nogi i powiewających ciupagami jak skrzyżowanie żołnierzy
kompanii reprezentacyjnej Wojska Polskiego z zespołem „Gawęda”.

Rękodzielnictwo? Ależ ci wszyscy rzemieślnicy, dłubiący swoje sprzączki, spinki
czy uprząż w domowych warsztatach, dawno już zbankrutowali i pomarli ze
zgryzoty. Warsztacik z początku XX wieku produkował w jeden dzień więcej i
taniej i niż oni w tydzień, lepiej dostosowywał się do wymagań rynku, zmieniał
wzornictwo, udoskonalał technologię, przejmował motywy zgodnie z najnowszymi
modami i oczekiwaniami; tylko najstarsi kowale dożyli do chwili, kiedy w ich
chałupach pojawili się pracownicy muzeów etnograficznych pytając o starocie,
którymi sąsiedzi dawno już przestali się interesować.

Współczesne budownictwo góralskie uśmierciło budownictwo tradycyjne,
współczesny strój góralski uśmiercił ten oryginalny, współczesny taniec
góralski uśmiercił ten historyczny. Czy można mimo wszystko widzieć w tym
kontynuację? No, pewnie na takiej samej zasadzie, na jakiej współczesny
samochód jest kontynuacją dawnej chłopskiej furmanki – i to i tamto miało koła
i służyło do jeżdżenia.

Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,197,62499956,62499956,obyczaje_goralskie.html


Temat: Odciynie slonskyj godki
O ŚLĄSKICH STRZYGACH, STRZYGONIACH I INNYCH STWORACH
- TUDZIEŻ O MCDONALDOWYCH ZMORACH
Anna Targiel


Zastanawióm sie nad granicami ludzkij wyobraźni... Niy wymogom wielgij
fantasji, wyobroźcie se ino taki łobrozek. Dyszczowy, zimny, pochmurny dziyń.
Strzygi ło szkaradnych, czyrwonych pyskach, czornej postaci, gryfne południce
łoplecione kłosami zboża, utopel wylozły prosto z wody w swym niyodłoncznym
fraku, topielice w piyknych szuwarowych strojach, diobły ło wyłupiastych
ślypiach. Wszystki te stworoki powypelzały ze swoich najmroczniyjszych
uroczysk, łopuściły łodwieczne miyjsca ukrycia, zebrały sie w jednym miejscu
i... tańczom w rytm muzyki disko. Niy niy poniosła mie fantasja to ino opis
jednego z ludowych świont bojszowskich, czyli Rajd Utopców Pszczyńskich.
Bojszowy to wiocha stracono kaś w lasach, pozostałości piyrwej Puszczy
Pszczyńskiej, niy dziw, że teryny te łod wieków były łostojom duszków, w
leśnych uroczyskach, niydostympnych bagnach w magicznej ciymności nocy miały
swoje ulubione schroniynie. Dopiyro brutalne wtargniyńcie górnictwa wynglowego
przerwało trwajonco sielanka, światła kopalń zdarły tajymniczo zasłona z pól,
pozbawiły je ciszy, łodwiecznego spokoju. Łodtond wiela z nich przeniosło sie w
cichsze miejsca. Dużo z nich jednak łostało, choć takich miejsc, w kierych
mogóm żyć ciongle ubywo. Bojszowy to takie se miyjsce, w kierym ciongle sie
tradycja kultywuje. Miyjsce, w kierym Józef Kłyk - miejscowy działacz przy
pomocy lokalnej ludności krynci westerny, miyjsce istniynia wielu zespołów
śpiywaczych i oczywiście dóm stworoków ciongle żyjoncych w pamiynci ludzi
(niystety, zazwyczaj wiekowych mieszkańców). Tyn Rajd to właśnie tako próba
zainteresowanio młodzieży tradycjom a muzyka - cóż, to kompromis bez kierego
impreza ta niy miałaby pewnie miyjsca. Żol, że tak bezmyślnie naśladuje sie
miasto...

Owe duchy bojszowskie sym głymboko zakorzynione w tutejszyj tradycji. Łod
wieków towarzyszyły ludziom, przysparzajonc im niyroz niymało kłopotu. W
przeciwiyństwie do innych regionów kraju tu zdarzało sie niyroz, że
zaprzyjaźniały sie z ludźmi, strzegły pola i przyrode przed zniszczyniym. Były
jakby granicom moralności, ukazujonc sie najczynścij ludziom, kierzy mieli
cosik na sumieniu abo byli po prostu łożarci. Można sie ło tym przekonać,
czytajonc ksionżka Alojzego Lysko Duchy i duszki bojszowskie. Ksionżka ta,
prócz opisów stworoków, w wiynkszości pisana jest po ślonsku. Nocnice
błonkajonce sie wieczorem i nocom niebieskawe płomyczki latały szybko,
atakujonc tych, których wieczór zastał na polach przy pracy lub paszeniu bydła.
Nocnice były szczególnie złośliwe wobec tych, którzy niy klynkali na Anioł
Pański. Chłopy ogniste - podobno pokutujonce dusze panów, którzy krzywdzili
chłopów.

Strzygi i strzygonie (upiry, wampiry, wypióry) - duchy pokutujoncych kobiet lub
menszczyzn-najczenściej skompców, okrutników, bezbożników, zbrodniarzy, które
nachodziły o nocnej porze, przeważnie o północy wychodziły z grobów, nachodziły
ludzi, dusiły ich i wysysały im krew. Pokazywały sie w ludzkiej, lecz ohydnej
postaci w czarnym odzieniu, wzrok miały dziki, twarz i szyja czerwone,
szyderczy uśmiech. Świetla (dobry duszek nocy) - duża kula światła, czensto z
zarysami ludzkiej twarzy, zjawić sie miała natychmiast, gdy ktoś w środku
ciemnej nocy szczerze i goronco prosił o pomoc. Świetla była niedobra dla ludzi
nieuczciwych i bezbożnych.

Okres zgodnego współistnienia człowieka i przyrody niechybnie minoł, może już
być tylko przedmiotem mojej zazdrości. Sama wychowałach sie na wsi, na
gospodarstwie i było mi dane zakosztować trudów roboty na roli. Wiela ludzi
zarzuco mi jednak, że nimom żodnego pojyncia o harówie tych minionych lot.
Biydzie, głodzie, umiyralnosci...

To wszystko prowda, niy wiym i nigdy niy dowiym sie, jak ciyżko było tym
ludziom. Co jednak niy pozbawio mie prawa do pewnej tynsknoty za tymi czasami.
Żal za tryskajoncom radościom życia tych ludzi - tego chyba nikt niy podważy.
Każdo robota była świyntym, okazjom do plotek, historyjek o duchach. Pomimo
ciyżkiej roboty na polu było gwarno i wesoło, a po mynczoncym dniu kożdy mioł
jeszcze siły by pogwarzyć, czy na potańcówka. Ludzie ci naładowani byli
energiom, kochali życie, co zauważyć można choćby w Chłopach Reymonta. Tego
codziynnego świynta, entuzjazmu i radości brak w dzisiejszym życiu. Pewne
znużynie wdarło sie w naszo egzystencja. Wiynkszość z nos żyje jakby
wegetowało, nie łomineło to też ekologów.

I teroz niy darowałabych se, jakbych niy wsponmniała o ostatnich
demonstracjach, w kierych brałach udział, chodzi mi mianowicie o
antymcdonaldowe. To, co zobaczyłach z przyjocielami w Łodzi, trocha mnie
zaszokowało. Takie znudzynie na gymbach uczestników, kierzy przejawiali minimum
aktywności mobilizowani przez pare osób chconcych jakoś podtrzymać ducha...
Ogólnie niy było tak źle; był bęben, tańce. Pomarudziły my trocha
organizatorom, ale teroz składom hołd w Twoja strona Góra? l - ta akcja była
super pod wzglyndem zorganizowania i aktywnosci uczestników. A co zmieniło moje
zdanie? Otóż to, co zobaczyłach na akcji w Krakowie, niy wymogom żodnych
tańców, ale czy w Krakowie w RWZ niy majom głosu? Tu jedna osoba coś próbowała
ryczeć do tuby a reszta, no cóż... lepij tego niy komyntować. Fakt, że pewnie
informacje som ważniyjsze, ale ilu ludzi poza samymi uczestnikami je słyszało?!
Chyba, że akcja miała na celu poprawić wam samopoczucie. Podoboł mi sie klown z
siykiyrom, ale to niy zastompi głosu. Wyobrażom se, że przyjscie na
demonstracja to już taki szok, że aż odyjmuje głos w krtani. Ale oczywiście niy
robi błyndów tylko tyn, kto nic niy robi.

Dość już tego, to ino pora moich myśli rzuconych w przelocie, strzympów
rozważań, słów chytanych na wietrze... To bardzo mizerno próba ujyncia tego w
ślonsko gwara.


Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,94,4632117,4632117,Odciynie_slonskyj_godki.html



Designed by Finerdesign.com